Tym razem trochę o stresie, o tym, jak rozumiany jest potocznie, i czym jest naprawdę, dlaczego jest tak niebezpieczny. Fizjologia stresu jest taka sama zarówno u nas, jak i u naszych podopiecznych.

 

Czym jest stres?

Potoczne rozumienie stresu, czyli że kot (czy człowiek) jest zdenerwowany bądź pobudzony, nijak się ma do tego, czym naprawdę jest. Takie uproszczenie wzięło się zapewne stąd, że niekiedy widzimy wyraźnie objawy stresu, jego skutki, i tak je nazwaliśmy, sam stres natomiast to fizjologiczna odpowiedź organizmu na zmiany w otaczającym go świecie, nie tylko te złe, ale również te dobre. Każda zmiana wymaga jakiejś adaptacji, każda jest wyzwaniem, i stawia organizm w pełnej gotowości do takich czy innych działań, i na poziomie fizjologii każda, nawet ta dobra, może okazać się początkiem wyniszczającego łańcucha zmian.

Stres jest więc czymś, co dzieje się poza naszą kontrolą, za każdym razem, gdy organizm uzna jakieś warunki za mniej lub bardziej zagrażające, bez względu na to, czy są to zagrożenia realne, czy nie. Na poziomie metabolizmu, bez naszej woli, bez względu na taki czy inny trening, uruchamiają się regulacje mające przygotować nas na różne ewentualności. Trening pomaga jedynie modyfikować zachowanie, nie reagować może od razu tak, jak w pierwszym odruchu dyktuje nam ciało. Ujmując to obrazowo, jeśli oglądamy „Szczęki”, nie mamy wątpliwości, że rekin nas nie zje, nie uciekamy sprzed ekranu telewizora, nie wołamy o pomoc, nie szukamy miejsca, żeby się przed nim schronić, ale bez względu na to wszystko, nasze serce bije jak oszalałe, poziom adrenaliny w naszej krwi jest wysoki, nasze źrenice rozszerzone, ciśnienie podwyższone. Chociaż my pozornie tylko spokojnie siedzimy, nasz organizm jest w stanie stresu, i niewiele pomaga tu fakt, że zdajemy sobie sprawę z tego, że zagrożenie nie jest realne. Podobnie jest z naszym kotem, to że nie jest agresywny, siedzi cichutko, albo niby śpi, nie musi znaczyć, że w jego kocim świecie nie dzieje się nic niepokojącego. To najtrudniejsze do przewartościowania w głowach opiekunów, że kot spokojny, który dużo śpi, w przerwach na spanie tylko je, może być w stanie chronicznego stresu.

Sami naukowcy mają problem, jak stres opisać :)

Stres to nie jest to, co Ci się przytrafia, ale to, jak reagujesz na to, co Ci się przytrafia.”

Stres to niespecyficzna reakcja organizmu na wszelkie wymagania, jakie mu się stawia.”

Stres to reakcja organizmu w postaci mobilizacji energii do pokonywania różnorodnych przeszkód, barier, wymagań, bez względu na to, czy towarzyszą jej przyjemne czy przykre odczucia. Jest to reakcja niespecyficzna, tzn. jej rodzaj nie zależy od rodzaju czynnika, jaki ją wywołuje.”

 

Co jest źródłem stresu?

Źródłem stresu jest każda zmiana, bez oceny, czy jest ona korzystna, czy nie. Nasze ciało nie widzi różnicy pomiędzy „dobrym” a „złym” stresem. Dla porównania podaję kilka wydarzeń, jakie zdarzają się od czasu do czasu każdemu z nas, i w punktach poziom stresu, jaki wywołują, czyli jak silna jest odpowiedź organizmu na poziomie układów nerwowego, hormonalnego i immunologicznego. Przybrano skalę od 1 do ponad 100 punktów, przy czym wydarzenie wywołujące największą, najsilniejszą reakcję, przekracza nasze 100 punktów.

Śmierć partnera życiowego - 119

Rozwód - 96

Więzienie - 63

Śmierć bliskiego członka rodziny - 63

Własna choroba - 53

Ślub - 50

Zwolnienie z pracy - 47

Emerytura - 47

Nowy członek rodziny - 39

Duża pożyczka - 31

Problem z szefem - 23

Zmiana miejsca zamieszkania - 20

Wakacje/Urlop - 13

Boże Narodzenie - 12

Drobne naruszenie prawa - 11

W przypadku kota mamy sytuacje, które można przyrównać do tych naszych, takie jak przybycie nowego kota, zmiana mieszkania, zniknięcie kota/psa/innego domownika, do którego kot był przywiązany, złe relacje z innym kotem (złe są nie tylko wtedy, gdy dochodzi do otwartych konfliktów, wtedy są już BARDZO złe), kłótnie pomiędzy właścicielami, zamykane drzwi do pomieszczeń, do których raz pozwalamy kotom wchodzić, a innym razem nie, czy rzeczy, które opiekunom najtrudniej jest „namierzyć”, takie jak zapach innego kota czy psa z korytarza, kot przechadzający się za oknem, jakiś element architektury (łopoczący materiał, strach na wróble, itp.). Za każdym razem, gdy kot zobaczy „tego obcego”, jego organizm odpowie, stawiając go w pełnej gotowości, i nie ma tu znaczenia, że ten kot jest za szybą.

 

Co dzieje się z naszym kotem pod wpływem stresu?

Co się dzieje, gdy kota dotyka jakaś zmiana, która go przerasta, albo gdy w jego otoczeniu znajduje się czynnik, z którym nie potrafi sobie poradzić, na przykład przechadzający się bezczelnie za oknem kot sąsiada, nowy domownik, czy jakikolwiek inny czynnik zaburzający uporządkowany świat naszego kota?

W uproszczeniu, wyróżnić możemy cztery fazy reakcji na nagły bodziec:

  1. Bodziec przesłany przez jeden z pięciu zmysłów zostaje odebrany przez mózg (np. obce miauknięcie);

  2. Mózg klasyfikuje bodziec jako „zagrożenie” lub „nie-zagrożenie”. Jeśli bodziec zostanie uznany za niezagrażający, wówczas reakcja kończy się w tym miejscu (np. miauknięcie dobiegło z telewizora, w polu widzenia nie ma żadnego obcego kota). Jeśli jednak uzna go za niepokojący, mózg natychmiast aktywuje układy nerwowy i endokrynny, żeby błyskawicznie przygotować ciało do reakcji w formie walki bądź ucieczki;

  3. Ciało pozostaje w stanie gotowości i alarmu, „na wysokich obrotach”, dopóki zagrożenie nie zostanie uznane za niebyłe;

  4. Ciało wraca do stanu równowagi, stanu fizjologicznego spokoju, gdy zagrożenie minie.

 

Fizjologia stresu.

W fizjologię stresu, czyli odpowiedzi naszego kota na widok „intruza”, zaangażowane są trzy układy: układ nerwowy, układ endokrynny (hormonalny), i układ immunologiczny.

Z układu nerwowego najbardziej interesuje nas ta jego część, którą naukowcy nazwali układem autonomicznym. Ta część jest właśnie w pełni „zautomatyzowana”, unerwiająca narządy wewnętrzne, i składa się z dwóch frakcji, współczulnej (sympatycznej), odpowiadającej za pobudzenie, i przywspółczulnej (parasympatycznej), odpowiedzialnej za wyhamowanie, relaksację. Widok kota za oknem wywołuje natychmiastową, nieświadomą reakcję ze strony układu współczulnego, który wysyła silnie pobudzające sygnały do narządów wewnętrznych, równie silnie pobudzające do gruczołów wydzielania wewnętrznego (hormony), i równie silnie HAMUJĄCE dla układu immunologicznego, który w danym momencie uznany jest za zbędny, i niejako „wyłączony”. Specjaliści nazywają to działaniem immunosupresyjnym (supresyjne, czyli hamujące).

Układ sympatyczny w sytuacji, którą kot postrzega jako zagrożenie, w tym samym momencie uwolni z zakończeń nerwowych spore ilości adrenaliny i noradrenaliny, a równocześnie podziała na układ endokrynny, powodując dodatkowy wyrzut do krwi hormonów takich jak adrenalina, noradrenalina, i kortyzol. Hormony te mają działanie silnie pobudzające, a kortyzol ma dodatkowo fatalny wpływ na układ immunologiczny.

Co więc wydarzy się w ciele naszego kota, patrzącego na intruza za oknem? Większości z tych reakcji nie zobaczymy, nasz kot będzie nadal „spokojnie” siedział!

  • rozszerzenie źrenic;

  • przyspieszona praca serca;

  • skurcz naczyń krwionośnych;

  • podniesione ciśnienie krwi;

  • wzrost poziomu glukozy we krwi;

  • wzrost poziomu lipidów (tłuszczy) we krwi;

  • wzrost napięcia mięśni (przede wszystkim kark i nogi);

  • pobudzenie pracy jelit;

  • pobudzenie pęcherza;

  • rozkurcz oskrzeli;

  • spłycenie i przyspieszenie oddechu;

  • uwolnienie substancji przyspieszających krzepnięcie krwi.

Wszystkie te zmiany nastąpią automatycznie, za każdym razem, gdy kot natknie się na coś, co jest dla niego niepokojące, jeśli boi się kota sąsiada, to za każdym razem, gdy go zobaczy, kilka razy dziennie. Jeśli powodem niepokoju jest drugi kot, bądź jakiś członek rodziny, to kilkanaście razy, aż trudno będzie tak naprawdę wyłapać okresy relaksacji.

Adrenalina jest hormonem „pierwszego rzutu”, i jej poziom dość szybko spada. Noradrenalina jest hormonem dłużej utrzymującym się we krwi, czyli jej działanie pobudzające obecne jest nawet po zniknięciu „intruza” z pola widzenia naszego kota.

Najbardziej niebezpiecznym hormonem z uwalnianych jako odpowiedź na zmianę jest kortyzol. W naturalnych ilościach, jest to hormon niezwykle ważny w utrzymaniu homeostazy, równowagi naszego organizmu. Reguluje gospodarkę glukozy i lipidów. Kortyzol reguluje również gospodarkę sodowo-potasową (praca nerek!). Niestety, jego nadmiar powoduje „ucieczkę” potasu, podniesienie poziomu glukozy i lipidów we krwi, i fatalnie wpływa na układ immunologiczny. Blokuje poprawne działanie, i wręcz zmniejsza ilość limfocytów-T, tych pierwszych, odpowiedzialnych za rozpoznawanie antygenów. Poziom kortyzolu rośnie również niebezpiecznie, gdy organizm pozbawiony jest snu.

Poniżej podaję dane, jak szybko uwalniane są poszczególne substancje, żeby wytłumaczyć, dlaczego jest to tak nieunikniona reakcja, nie do wytrenowania, i nie do wyeliminowania.

 

Efekt

Rodzaj rekcji/odpowiedzi

Czas

 

   Efekt natychmiastowy

 

 

Adrenalina i noradrenalina wydzielana przez zakończenia nerwów układu współczulnego

 

 

   2-3 sekundy

 

   Efekt natychmiastowy

 

 

 

   20-30 sekund

 

   Efekt przedłużony

 

Kortykotropina, wazopresyna (hormony przysadki) i tyroksyna (hormon tarczycy)

 

Minuty, godziny, dni, tygodnie

 

 

 

Możemy, przy długiej ekspozycji na czynniki stresujące (okropny szef) przyzwyczaić się do objawów stresu, tzn. przestaniemy zauważać, że znów bije nam serce jak szalone, ale ono nadal tak właśnie będzie biło, podobnie jak nie słyszymy codziennie przejeżdżającego za oknem tramwaju, ale on tam JEST. Możemy z szefem rozmawiać z tym naszym bijącym sercem, i uchodzić za bardzo spokojną i opanowaną osobę, ale nasze serce za każdym razem zapłaci cenę za ponowne wystawienie go na niewygodną próbę.

Opisuję to wszystko, bo problem stresu u kotów jest ciągle niedoceniany, a moje wysiłki, żeby spróbować popatrzeć na swojego kota, jak na podobnie reagującą, jak my, istotę, zbyt często spalają „na panewce”. Gdy u kota zaczynają się powtarzać tajemnicze i z niewyjaśnionych powodów nawracające choroby, oprócz podstawowych badań zawsze proszę o przyjrzenie się jego życiu, czy aby na pewno nie jest ono nastawione na zbyt ciężkie, dla kota, próby. TO NIE ZNACZY, ŻE PAŃSTWO NIE KOCHACIE SWOJEGO KOTA. Każdy z nas stara się stworzyć mu jak najlepsze warunki. To znaczy jedynie, że niekiedy nasze wyobrażenie o najlepszych warunkach niekoniecznie pokrywa się z wyobrażeniami naszego kota.

Do stresora nie można się przyzwyczaić, nie można się go też nauczyć, organizm zareaguje zawsze tak samo w odpowiedzi na czynnik stresujący. Mówię tu o fizjologii, bo na zewnątrz może się wydawać, że przywykliśmy, wiemy że szef nas nie zabije, podobnie jak kot wie, że ten drugi jest za szybą, więc już na jego widok nie ucieka. Fizjologia natomiast robi swoje, bo przez miliony lat ewolucji ten mechanizm się sprawdzał, ten właśnie mechanizm pozwalał przeżyć: mięśnie dostawały energię, były przygotowane do olbrzymiej niekiedy pracy, płuca przygotowane do wentylacji ponad miarę, krew buzowała, żeby wszystkie najważniejsze organy, odpowiedzialne za ucieczkę bądź walkę, pracowały na maksymalnych obrotach, a te, które chwilowo wydawały się niepotrzebne, oddawały całą swoją energię. Kilka tysięcy lat naszej cywilizacji, a dla kota kilkadziesiąt lat przebywania w naszych domach, to z perspektywy ewolucji żaden czas, który umożliwiłby zmiany w naszych podstawowych mechanizmach obronnych. Przyzwyczajamy się jedynie, i pewnie podobnie nasz kot, do objawów stresu, to znaczy do przyspieszonego oddechu, bijącego serca, po pewnym czasie już ich nie rejestrujemy.

W normalnych warunkach, po okresie wystawienia na czynnik stresujący, gdy zniknie, lub zostanie rozpoznany, jako jednak zwykły, niegroźny obiekt (na przykład nowy mebel w domu), po fazie pobudzenia, i gotowości do „ucieczki bądź walki”, działać zaczyna układ przywspółczulny, wyhamowujący, czyli organizm próbuje wrócić do stanu równowagi, wydzielając acetylocholinę, która, między innymi:

  • powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych,

  • obniża ciśnienie krwi,

  • spowalnia częstość akcji serca,

  • zmniejsza siłę skurczu mięśnia sercowego,

  • powoduje zwężenie źrenic.

Wszystko minęło, można spokojnie się przeciągnąć, i wrócić do ulubionych czynności, może trochę się zdrzemnąć?

 

Skutki przewlekłego stresu

Stres sam w sobie nie jest niczym złym, jest normalnym mechanizmem przystosowawczym. Bez stresu nie ma życia :) W normalnych warunkach, gdy stresor zniknie, ewentualnie zostanie właściwie rozpoznany i przestaje być stresorem (stały, częsty gość na przykład), organizm naszego kota wraca do równowagi, a sam kot ma szansę nauczyć się, jak się w danej sytuacji zachować, jeśli się powtórzy (przestaje się przed gościem chować, zaczyna zostawać w pokoju, przyglądając się z bezpiecznego miejsca). Problem zaczyna się wtedy, gdy czynnik stresujący zaczyna być stałym elementem życia kota, gdy po jednym z nich pojawia się kolejny, i organizm jest stale w stanie huśtawki hormonalnej, stałego pobudzenia, które bez okresu relaksu przechodzi w stan wyczerpania, prowadzące już wprost do choroby, a niekiedy i śmierci.

Skutki chronicznego stresu mogą być bardzo poważne:

  1. Przyspieszone w zbyt długich okresach bicie serca, zwężone naczynia, skoki ciśnienia, wszystko to w dłuższej perspektywie prowadzić może do chronicznego nadciśnienia, które już w prosty sposób prowadzi do poważnych chorób serca, w tym kardiomiopatii;

  2. Pobudzenie pracy jelit prowadzi często (jest to niekiedy jeden z pierwszych objawów chronicznego stresu, przy wykluczeniu alergii i nietolerancji), do „nerwicy” jelit, generalnie złej ich pracy i upośledzonego wchłaniania, a w konsekwencji do różnego rodzaju niedoborów, połączonych z pozornie bezprzyczynowymi biegunkami bądź zaparciami;

  3. Podobnemu pobudzeniu w wyniku hormonów stresu podlegają również mięśnie ścian pęcherza i cewki moczowej, nadmierny i zbyt częsty skurcz tych narządów prowadzi do zwężenia światła cewki, przetrzymywania moczu, i sprzyja stanom zapalnym dolnych dróg moczowych;

  4. Kortyzol podnosi poziom cholesterolu (tłuszcze) i glukozy we krwi, co w dłuższej perspektywie skutkuje chorobami takimi, jak cukrzyca czy miażdżyca ==>> zmiany i choroby układu krążeniowo-oddechowego, choroby zakrzepowe, nadciśnienie i kardiomiopatie;

  5. Przewlekły stres poważnie również upośledza pracę tarczycy, jednego z najważniejszych gruczołów zawiadujących naszym metabolizmem, najczęściej jest to nadczynność tarczycy, która bardzo szybko rujnuje serce naszego kota;

  6. Tycie, bardzo rzadko kojarzone ze stresem, jest często jego bezpośrednią pochodną. Sytuacje, w których nasz kot je mało, ale z niewyjaśnionych przyczyn nieustająco przybiera na wadze, to bardzo często wynik zaburzonej gospodarki tłuszczowo-glikogenowej z powodu chronicznie wysokiego poziomu kortyzolu, i zatrzymania wody w organizmie, również z powodu stale zbyt wysokiego poziomu tego hormonu;

  7. Kolejny skutek działania hormonów stresu, w tym przede wszystkim kortyzolu, to zanik bądź wyraźne zmniejszenie się gruczołów limfatycznych, (grasicy, śledziony, węzłów chłonnych), i w konsekwencji drastyczny spadek ilości białych ciałek krwi, co prowadzi do załamania odporności i chorób.

  8. <palign="JUSTIFY">Zbyt wysoki poziom adrenaliny i kortyzolu powoduje obniżenie produkcji estrogenu i progesteronu, co przekłada się na niemożność zajścia w ciążę, bądź jej donoszenia.
  9. Jeszcze jedna pochodna osłabienia układu immunologicznego to choroby z autoagresji, autoimmunologiczne, do których należą stany zapalne stawów - organizm przestaje prawidłowo rozpoznawać błony wytwarzające płyn maziowy w stawach, traktując je jako obce, i próbując zwalczać, w wyniku czego wywiązuje się zapalenie, które niszczy chrząstki i tkanki otaczające stawy. 

Nie jest łatwo rozpoznać kota żyjącego w chronicznym stresie, bo na co dzień wydaje nam się, że taki kot będzie nerwowy, agresywny, nadmiernie pobudzony. Jeśli tak jest, na ogół nie przegapiamy problemu. Gorzej, jeśli nasz kot należy do tych, które próbują niewygodną sytuację niejako przeczekać, udawać, że nic się nie dzieje, przespać. Próbując nie zauważać tego, co je niepokoi, zaczynają się nadmiernie pielęgnować, wylizując sierść niekiedy do gołej skóry, częściej jedzą, ale prawie się nie ruszają, po każdym posiłku od razu układając się do pozornego snu, który jednak snem nie jest, a jedynie uważnym czuwaniem. Z niewyjaśnionych przyczyn mają nawracające problemy jelitowe, albo zapalenia pęcherza, łzawiące oczy, trudne do opanowania alergie i nietolerancje. Ponieważ się nie ruszają, nie bawią, bo z jakiegoś powodu żyją w niepokoju - tyją. Opiekun dostrzega problem bardzo często dopiero przy okresowym badaniu gdy okazuje się, że kot ma cukrzycę, chore nerki, albo problemy krążeniowe.

 

Jak zapobiegać chronicznemu stresowi?

Jak ustrzec nasze koty przed chronicznym stresem? Jak już powiedziałam, ten rodzaj stresu jest tak naprawdę groźny dla naszych zwierząt (dla nas zresztą też), bo pojedyncze przypadki zmian w życiu każdego organizmu są nieuniknione, i jeśli po nich jest czas na powrót do równowagi i spokoju, nasze ciała potrafią sobie z nimi radzić. Musimy natomiast uważać na czynniki, które stale wprawiają nasze koty w stan niepokoju i pogotowia, niezależnie od tego, czy uważamy je za usprawiedliwione, czy nie.

Przede wszystkim dbamy o otoczenie naszego kota, żeby było bogate, i pełne „bezpiecznych oaz”, tak z punktu widzenia naszego kota, bo przecież wszystkie nasze mieszkania są bezpieczne. Więcej piszę o tym w zakładce „Dom przyjazny dla kota”. Poza tym, choć byśmy nie wiem, jak bardzo kochali koty, musimy pamiętać, że nie są to zwierzęta stadne. Nie będą czuły się najlepiej w dużej grupie. Nie mają stałej struktury, więc dla nich „ten drugi” będzie zawsze potencjalnym zagrożeniem, to że dziś jest fajnie, nie znaczy, że tak będzie jutro, i każdy kot o tym wie. Przeciętny „posiadacz kota” może sobie na ogół pozwolić na dwa koty. Przyjęcie tego drugiego powinno być poprzedzone naprawdę dokładną analizą tego, jaki mamy dom, na ile jest on przygotowany na „terytoria” dla dwóch kocich mieszkańców. Trzeci kot to już naprawdę ogromne wyzwanie, i tutaj zawsze doradzam staranne zastanowienie się. Osobiście rzadko oddaję koty do domów, gdzie są już dwa inne.

Równowadze psychicznej naszych kotów sprzyja na pewno uporządkowane życie. Koty to niewolnicy rytuałów, uwielbiają sprawdzać, czy nic się w ich królestwie nie zmieniło, i uwielbiają, gdy za każdym obchodem wszystko jest na swoim miejscu. Nie znaczy to oczywiście, że koty nie lubią drobnych zmian, dostawienie kartonu, jakiegoś drobnego mebelka, zwłaszcza takiego, na którym można się położyć i oglądać swoje włości, jest przez koty uwielbiane. Ale to są zmiany, które nie wywracają ich świata do góry nogami, a jedynie urozmaicają i upiększają codzienne życie. Przybycie gości, nowego kota, nowego dziecka, zmiana mieszkania, to źródła ogromnego stresu. Jesli nasz kot nie zgra się dobrze z drugim kotem, to już źródło chronicznego stresu. Jeśli sąsiad ma psa, który na przykład stale zostawia wizytówkę na naszej wycieraczce, albo kota, który bezczelnie siada naprzeciwko naszego, wpatrując się w niego przez szybę, to źródło ogromnego stresu, jeśli się to regularnie powtarza, mamy już chroniczny stres.

Oczywiście w hodowlach mamy więcej kotów. U mnie na wspólnym terenie przebywa na stałe 5-6 kotek. Każdy jednak, kto mnie odwiedza, szybko rozumie, jak jest to możliwe, i każdy musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest w stanie mieszkać pomiędzy drapakami, hamakami i tubami, potykając się stale o kocie zabawki, bo przecież kot nie bawi się „na zawołanie”, o kuwetach zdobiących mieszkanie już nie wspominam. To cena za spokojne współżycie tylu kotów, mam nadzieję, że bez większych stresów. Bez żadnych na pewno nie, bo wystarczy popatrzeć na naszą ludzką tabelę, żeby sobie wyobrazić, jakim stresem musi być dla kotek ich okresowe macierzyństwo, bądź macierzyństwo ich koleżanek :)

Koty są wspaniałymi, ale niezwykle delikatnymi stworzeniami. Ponieważ nie lubią przyznawać się do swoich słabości, przygotowane w toku ewolucji, że zawsze muszą polegać jedynie na sobie, znaki i sygnały świadczące o tym, że coś je uwiera, są bardzo dyskretne. Bardzo często my sami interpretujemy te sygnały na nasz ludzki sposób, zupełnie nieadekwatny do kociego świata, ciesząc się na przykład widokiem dwóch kotów stłoczonych w jednej rozecie, tłumacząc sobie ten widok ich wielką miłością. Prawda jest najczęściej taka, że żaden z nich tak naprawdę nie wypoczywa wygodnie, a tłoczą się nie z ogromnej miłości, a jedynie dlatego, że zakup drugiej rozety opiekun uznał za niepotrzebny. Wystarczy prosty eksperyment z większą ilością rozet bądź podobnych, atrakcyjnych legowisk: dorosłe koty NIGDY nie ułożą się do snu w jednej rozecie, co najwyżej dyskretnie usuną tego drugiego, intensywnie go wylizując – kolejny znak, często mylnie interpretowany, nie zawsze będący objawem miłości. Jeśli jest więcej atrakcyjnych legowisk, koty zawsze jakoś się nimi podzielą, i obrazki przytulonych i ściśniętych ciał odchodzą w zapomnienie. Koty mogą leżeć blisko siebie, ale na dotykanie pozwalają sobie jedynie wtedy, gdy oba chcą koniecznie zostać w jednym miejscu, które jednak jest za małe, żeby móc się oddzielić. Wejście do legowiska, w którym może znów leży „ten drugi”, i nie będzie się można spokojnie wyciągnąć, na pewno nie należy do elementów obniżających poziom drobnych, codziennych stresów.

Warto nauczyć się ich tajemniczego świata, bo nic nie sprawia tak wielkiej radości, jak szczęśliwy, zrelaksowany i zdrowy kot.

 

 

    Do góry                                                         Powrót na stronę główną