Nasz dom, chociaż dla nas jest ostoją bezpieczeństwa, dla kota może okazać się być miejscem pełnym pułapek i zagrożeń. Proszę przyjrzeć się, czy na pewno nasze kocie dziecko nie jest u nas niczym zagrożone. 

Zabezpieczenie okien
Trochę szumnie to może brzmi, chodzi mi głównie o okna i uchronienie kota przed upadkiem.

Często, gdy wspominam o siatce w oknie, według mnie nieodzownym elemencie w domu, w którym jest kot, spotyka się to ze zdumieniem. Tymczasem siatka w oknach jest tym, czym dla nas pasy bezpieczeństwa w samochodzie, mogą się nam nigdy w życiu nie przydać, ale możemy też ten jeden jedyny raz, nie z własnej winy nawet, mieć nieszczęśliwy wypadek, i mogą nam one ocalić życie. Mój mąż i teściowa są tego żywymi (na szczęście) dowodami. Nie ma czegoś takiego jak "koty samobójcy" (zdarzyło mi się kiedyś usłyszeć takie stwierdzenie na temat kota, który po raz trzeci wypadł z okna i po raz trzeci miał leczony uraz kręgosłupa i miednicy), dorosły kot doskonale zdaje sobie sprawę, jak wysoko się znajduje, i że z danej wysokości nie ma szansy na skok. Niestety, kot posiada bardzo silny instynkt łowiecki, i jeśli przelatujący obok ptak wyda mu się możliwy do złapania, może po prostu zapomnieć, gdzie się znajduje, i skok okazuje się "ostatnim wyskokiem". Siatka w moim oknie na pewno kilkakrotnie uratowała życie, a w każdym razie zdrowie Clary, która ten jeden, jedyny raz zapomniała się i wylądowała z nosem w oczkach siatki, mrucząc bardzo niezadowolona, ale cała i zdrowa.

Nie namawiam tu nikogo, żeby "zepsuł" sobie wygląd mieszkania tandetną, plastikową moskitierą. Obecnie mamy na rynku mnóstwo materiałów, które mogą zostać wykorzystane do wykonania naprawdę estetycznego, prawie niewidocznego, dodatkowego elementu okna. Na zdjęciu obok prezentuję własne okno, siatka w nim założona to siatka ogrodowa, ciemnozielona, jeśli ktoś z przychodzących nie wie, że mam w oknach siatki, w ogóle jej nie dostrzega. Rama, na której rozpięliśmy siatkę, przymocowana jest do muru, tak więc okno nie jest zniszczone ani podziurawione.

Niestety, nie wystarczy zapewnienie, że nasze okna są uchylne. Moje też są, ale gdy przychodzi lato, mogę je bezstresowo otworzyć na oścież. Poza tym, wielu hodowców przestrzegało mnie przed innym niebezpieczeństwem, związanym właśnie z oknami uchylnymi. Dotyczy ono głównie młodych kociąt, które bardzo sprawnie potrafią wspiąć się po ramie okiennej, i jeśli uda im się wcisnąć głowę w szparę na górze, zjeżdżają na dół klinując sobie głowę. Te wypadki niestety nie miewają szczęśliwego zakończenia, chyba że akurat jesteśmy w domu. Nie pozwalam sobie na uchylanie okien, jeśli mam wyjść w domu, i jeśli nie ma mnie w pomieszczeniu, w którym jest uchylone okno. Tak naprawdę bardzo rzadko uchylam okna, bo dzięki siatkom mogę je po prostu szeroko otworzyć, a i koty uwielbiają siedzieć na parapetach otwartych okien. Czym się może skończyć uchylanie okien, przedstawia filmik po prawej stronie - tych, którzy nie będą w stanie obejrzeć do końca zapewniam, że dla tego akurat kota wszystko skończyło się dobrze. Niestety, znam osobiście domy, w których takiego happy endu nie było.

Po siatce okiennej wspina się do dziś nasza Clara, układa się jak lwica na ramie otwartego okna, i tak z góry spogląda na nas, rodzaj ludzki, mrużąc ślepka jakby chciała powiedzieć: "I co, może też tak potrafisz?"

Podobnego zabezpieczenia wymaga balkon. Balkon jest dla kota wspaniałym miejscem, pod warunkiem, że również zostanie zabezpieczony. Nie zawsze trzeba go osiatkować w całości, wystarczy zabezpieczyć jakąś część, do której ma dostęp kot. Pomysłów widziałam naprawdę wiele, a i producenci okien coraz chętniej wychodzą z ofertą spełniającą wymagania naszych kotów.

Wypuszczanie kota na dwór

Jak zwykle w takich wypadkach, spotkam się zapewne z dużą liczbą oponentów, moje stanowisko jest jednak niezmienne: kota urodzonego i wychowanego w domu (mieszkaniu) nie wypuszczamy na dwór. Nie mam tu na myśli kontrolowanego wychodzenia na smyczy, jak to robimy w przypadku psów, ale swobodnego, bezstresowego wypuszczania bez dozoru. Kot jak najbardziej powinien korzystać z uroków świata zewnętrznego, ale w sposób kontrolowany i bezpieczny. Może to być ogrodzona część ogrodu, może zabezpieczony cały ogród, albo kot na długiej smyczy i w szelkach. Na pewno natomiast nie należy wypuszczać kotów samopas.

* Dla kota, który urodził się i wychował w domu, to nasze mieszkanie jest środowiskiem naturalnym. Kot taki do ok. 3-3,5 miesiąca przebywa w hodowli, w okresie, kiedy najwięcej zachowań uczy się od swojej matki. Nie nauczy się więc zasad życia na wolnym powietrzu. Zagrożeniem i rzeczą nieznaną będą dla niego zbyt duże przestrzenie, samochody, a nawet inne, obce, z nieznanych dla niego przyczyn, wrogie koty. Przecież do tej pory było ciepło, przytulnie i swojsko. Cała praca hodowcy, aby oddać w Państwa ręce ufnego kota idzie na marne, bo tam, na zewnątrz, kot uczy się strachu i tego, że świat może być wrogi, a człowiek niekoniecznie przyjazny. Nie wszyscy lubią koty...

* Kot najzwyczajniej w świecie może, i nie jest to wcale takie rzadkie, zostać ukradziony. Ten argument na szczęście nie wymaga dalszego tłumaczenia, bo ze względu na cenę kota rasowego, bez względu na rasę, sam się broni.

* Większość wypuszczanych wolno kotów prędzej czy później, niestety, ginie pod kołami samochodów. Koci sposób obrony przed napastnikiem, który w pierwszej kolejności każe im się przyczaić, bo może niebezpieczeństwo minie, w tym przypadku jest najczęściej źródłem ich zguby. 

* Choroby, w tym niektóre śmiertelne, jak koci FeLV czy FIV, na które nie ma lekarstwa, a zarażają się nimi koty przy bezpośrednim kontakcie. Proszę mi uwierzyć, nie ma nic straszniejszego od patrzenia na powolne umieranie kogoś, kto stał się już członkiem naszej rodziny, i nie jest tu w niczym pomocna decyzja o eutanazji, skracająca może cierpienia kota, ale na pewno nie kojąca naszego poczucia winy i bezradności.

Rzeczy, które nie zawsze wyglądają groźnie, a jednak...

Dobrze jest popatrzeć na nasz dom z kociej perspektywy, szczególnie z perspektywy małego kociaka. Czy w domu nie ma wąskich przestrzeni, w które kociak może się wcisnąć i zaklinować? Czy ujście kominka jest zamknięte, tak żeby kot nie mógł wspiąć się do komina? Dobrze jest zrobić mały przegląd naszego domu jeszcze przed przyniesieniem kota do domu, tak żebyśmy nie byli zaskoczeni pomysłowością naszego nowego domownika. Poniżej podaję kilka najważniejszych punktów naszego codziennego życia, które pozornie niewinne, mogą stać się zagrożeniem dla naszego kota:

* Toaleta: należy pamiętać, aby zawsze zamykać pokrywę toalety. Kocięta lubią tam zaglądać, a jeśli wpadną głową w dół, mogą się utopić, albo w najlepszym razie poważnie zatruć środkami chemicznymi, których na ogół używamy, aby utrzymać toaletę w czystości.

* Pralki, lodówki, zmywarki, kuchenki - z jakichś powodów koty uwielbiają się w nich chować, trzeba więc bezwzględnie przestrzegać zamykania tych urządzeń, a jeśli z jakichś powodów były otwarte przez jakiś czas, należy bezwzględnie sprawdzić przed zamknięciem, czy nie ma w nich kota... Jeśli domownicy są roztargnieni, można ponaklejać "przypominajki" na drzwiach wszystkich urządzeń, które mogą okazać się dla kota pułapką.

* Chemikalia, środki czystości - dla każdego jest oczywiste, że substancje te powinny być trzymane poza zasięgiem zwierząt. Mniej jednak zwraca się uwagę na to, że jeśli myjemy podłogę środkami chemicznymi, powinniśmy unikać wpuszczania kota na te powierzchnie - kot, wylizując sobie łapy, "zjada" równocześnie wszystkie cudownie-czyszczące substancje. Trudne do zdiagnozowania problemy z układem pokarmowym, nie mówiąc o innych, poważniejszych schorzeniach, mogą mieć swoje źródło w takiego rodzaju podtruwaniu. Ja zrezygnowałam ze stosowania silnych środków, używam jedynie tych, które my sami "zjadamy", czyli płyny do mycia naczyń, i to te ulegające biodegradacji. Podłogi może nie są tak lśniące jak na reklamach, ale nie miałam nigdy problemów jelitowych u swoich kotów. 

* Lekarstwa też bezwzględnie należy trzymać poza zasięgiem kota, szczególnie że niektóre z nich, dla nas zupełnie niewinne, jak polopiryna czy paracetamol, są dla kota silnie toksyczne. 

* Okna - opisane wyżej, więc nie będę się nad nimi rozwodziła, ale dla porządku przypominam o ich odpowiednim zabezpieczeniu. Powtarzam, koty to nie samobójcy, ale impuls w postaci przelatującego blisko ptaka czy choćby zwykłej muchy może okazać się nie do odparcia.

* Torebki foliowe - koty wprost uwielbiają się w nich chować. Nie wiem, czy tak bardzo podoba im się szelest, czy dotyk samego materiału, z którego są zrobione, ale lubią do nich wchodzić, i narażają się w ten sposób na wiele niebezpieczeństw: możemy ich nie zauważyć i na nich usiąść, albo nadepnąć, a największym zagrożeniem, szczególnie w przypadku dużych toreb lub folii, jest możliwość uduszenia. Wiem, ze widok kota wyglądającego z torby jest bardzo zabawny, ale pamiętajmy, żeby nie zostawiać pustych toreb foliowych bądź folii (to drugie znacznie bardziej niebezpieczne!).

* Rośliny. Wiele roślin jest szkodliwych dla kotów, niektóre z nich są wręcz toksyczne i mogą spowodować poważną chorobę, a w skrajnych wypadkach zgon. Koty lubią skubać rośliny, dobrze jest mieć dla nich posianą specjalną trawkę, tak żeby zawsze była dla nich dostępna. Niebezpieczne rośliny to:

  • Lilie i rośliny liliowate
  • Alocasia sp.
  • Aloes
  • Azalia
  • Diffenbachia
  • Dracena, Smokowiec
  • Fikusy
  • Geranium
  • Hortensja
  • Bluszcz pospolity (wiele odmian)
  • Liguster
  • Narcyz
  • Tytoń ozdobny
  • Filodendron
  • Różanecznik, rododendron
  • Czosnek
  • Bukszpan
  • Fiołek alpejski,cyklamen
  • Konwalia majowa
  • Łubin
  • Oleander
  • Pomidor (tylko pnąca część!)
  • Mak
  • Pierwiosnek

Lista tych roślin jest bogatsza, ja podaję jedynie te najczęściej spotykane w naszych domach i ogrodach. Nie znaczy to, że mamy się pozbyć wszystkich naszych kwiatów. Większość z nich, np. rośliny doniczkowe, wystarczy trzymać w miejscu niedostępnym dla kota. Należy jednak pamiętać, że zjedzenie niektórych z tych roślin jest bardzo niebezpieczne (liście roślin liliowatych są szczególnie silnie toksyczne, ich zjedzenie może doprowadzić bardzo szybko do poważnego uszkodzenia nerek, a w konsekwencji nawet niewydolności i śmierci).


Dorota Szadurska Behawiorysta COAPE i Studium Kot Absolwentka Psychologii Zwierząt PAN