Strona 1 z 1
Kocia żałoba
: 31 gru 2025, 08:02
autor: Moni_Q
Najpierw: oby nikt nigdy nie musiał nic dopisywać w tym wątku.
Po odejściu Mordimusia Kalinka najpierw była w euforii, po kilku dniach wpadła w dół. Prawie nie je, w kuwecie też skromnie. Całymi dniami leży w jego legowisku, całym zakłaczonym białym futerkiem

Wcześniej tam praktycznie nie zaglądała, teraz tylko tam...
Do tej pory milcząca, teraz zaczęła piszczeć (tak to nazywam, bo ona nie miauczy, tylko wydaje taki skrzeczący dźwięk), kiedy bierze się ją na ręce albo przy głaskaniu, nie wiem jak to zinterpretować, bo ona wcześniej praktycznie nie generowała żadnych dźwięków, ale odbieram to jako "idź stąd".
Przeczytałam i ona ma wszystkie objawy żałoby, choć wydawać by się mogło, że aż tak go nie kochała. Mordimuś ją uwielbiał, ona jego mniej. No ale zmiana to zmiana, może boi się o siebie, że też nagle zniknie...?
Z jednego zamartwiania się płynnie przeszliśmy w kolejne, teraz martwimy się o Kalinę i nie wiemy jak jej pomóc...

Re: Kocia żałoba
: 31 gru 2025, 13:36
autor: Dynastia
Pewnie nie pomogę wpisem, że osobiście znałem kotkę, która osiwiała po stracie kolegi. Przeżyła jeszcze kilka lat.
Re: Kocia żałoba
: 02 sty 2026, 13:24
autor: elwiska3
MonoQ nie napiszę Ci o złaobie kociej ale o psiej.
Dosia była ukochana suczka mojego taty, byli razem w domu bo mama jeszcze pracowała. Była najprawdopodobniej przy jego śmierci.
Bardzo przezyła wizytę pogotowia, policji , zakladu pogrzbowego itd. Była zamknięta i tata dla niej nagle zniknął. Ewidentnie go szukała i była smutna.
Od naszej pani doktor weterynarz dostała leki na wyciszenia.
Ale wydaje mi się, że przełom nastapił kiedy mama z nią porozmawiała. Pies ma poziom dwuletniego dziecka i na takim poziomie mama do niej mówiła. No kurcze moze to smieszne ale nauczyła się, że tata jest na zdjeciu i przestała go rozpaczliwie szukac na spacerach.
Nie namawiam jesli to do Ciebie nie przemawia. Ale Dosia słuchała i chyba cos z tego opowiadania mamy zrozumiała.
Re: Kocia żałoba
: 02 sty 2026, 17:35
autor: Dorszka
MoniQ, wszystkie te rzeczy mogą też mieć inne podłoże, niż tęsknota. Tłumaczenie powodów, dla których zwierzę coś robi to często projekcje naszych emocji, nie kocich. Oczywiście może być tak, jak byśmy chcieli to widzieć, że to tęsknota, ale może też być zupełnie inna przyczyna takich zachowań: odzyskanie miejsc, o których zawsze się marzyło, swoboda decyzji, gdzie się jest i co się robi, bo nie ma już potrzeby traktować człowieka jako ochrony, albo nie ma potrzeby rywalizować o jedzenie czy o cokolwiek. To nie wygląda fajnie z naszego, ludzkiego punktu widzenia, bo my mamy rozdarte serce z każdym odejściem. Nie chcę powiedzieć, że koty ich nie miewają, po stracie swoich ludzi na pewno. Z innymi kotami oczywiście też może tak niekiedy być, ale jest to naprawdę rzadsze, niż nam się wydaje. Jest potrzeba wypracowania nowych rytuałów, ale ta potrzeba nie musi wynikać z rozpaczy. Nie mówię, że tak jest akurat u Ciebie (chociaż w przypadku kotów tak jest najczęściej), chodzi mi o to, żebyś spokojnie pozwoliła Kaliśce odnaleźć się w nowych warunkach, z jej perspektywy niekoniecznie gorszych. Przepraszam, że tak piszę, to nie ma brzmieć tak, że koty nie mają uczuć, bo mają ich ogrom i ja akurat jestem pierwsza, która będzie ich emocjonalnego świata bronić, po prostu z racji swojej natury inaczej patrzą na inne koty.
Re: Kocia żałoba
: 02 sty 2026, 20:12
autor: Moni_Q
Kaliska wyhodowała sobie ropień z przetoką na zatoce okoloodbytowej, co tłumaczy co najmniej kilka z jej "żałobnych" zachowań

Ponieważ nie wychodziła do nas, nie mieliśmy możliwości zauważyć, dopiero wczoraj to zobaczyłam...
Choć tu jestem pewna,że to ma podłoże stresowe, ona reaguje dość widowiskowo,po tym jak przywieźliśmy Mordimusia zrobiły jej się rany na boczku i od tej pory ma siwe futerko tam....
Re: Kocia żałoba
: 02 sty 2026, 21:28
autor: Dorszka
Tak, bo to jest właśnie ten przebogaty świat emocji. Nie ma złudzeń, że Kaliśka wiedziała już od dawna, że Mordimuś ma poważne kłopoty. To na pewno było źródło ogromnego stresu. Z moich doświadczeń wynika, że koty o wiele lepiej radzą sobie z odejściami towarzyszy, jeśli staje się to w domu (co oczywiście z wielu względów najczęściej nie jest możliwe). Ja uważam, że zwierzęta rozumieją zjawisko śmierci, na swój sposób oczywiście, jako coś nieodwracalnego. Jeśli stanie się tak, że kot ma możliwość obejrzenia, powąchania, doświadczenia tego, co stało się z towarzyszem, nie ma tego etapu szukania, pobudzenia, które pojawia się, gdy musimy pożegnać kota w lecznicy, bo wtedy wiąże się to z tym, że nagle wywozi się kota (to rzecz znajoma), ale wraca pusty transporter (to rzecz niebywała, nawet, jeśli się niekiedy przytrafia, to za chwilę znów wyjeżdża transporter i tym razem wraca z kotem). Najczęściej nie mamy innego wyjścia, a czekanie na przejście za TM w domu wiązałoby się zwyczajnie z cierpieniem chorego kota, takie są niestety realia. Więc tak, dla Kaliśki był to na pewno ciężki czas, bo z jednej strony doskonale odbierała ciężki stan Mordimusia, ale odbierała też Wasze emocje, strach i rozpacz. To wszystko nie było łatwe.
Cieszę się, że wyłapaliście problem z gruczołami, bo to ból, a ból to kolejne źródło stresu, takie błędne koło

Re: Kocia żałoba
: 09 sty 2026, 14:04
autor: Dynastia
Po odejściu Tudusia w domu nie ma kotów. W przenośni i dosłownie. Dopiero teraz widać, jaką był "opcją atomową". Był jakby kotem zamachowym wszystkich kocich działań. Odnosimy wrażenie, że ich zachowania były reakcją inspirowaną przez aktywność Tudiego.
Pożegnanie było przejmujące. Salek, który był z nim od małego dotykał go łapą i pyszczkiem, jakby chciał go obudzić, powiedzieć – obudź się! To trwało kilka długich chwil, potem odszedł. ! Mieszko nie dowierzał – powąchał - odszedł, znowu przyszedł. Lesio przestraszył się – odskoczył z miejsca z czterech łap w górę. Potem się pochowały.
Pies sąsiadów, z którym Tudor się znał przez okno w piwnicy – pukali do siebie przez szybę, po raz pierwszy w życiu schował się w łazience ei nie chciał z niej wyjść.
Dzisiaj druga doba – kotów nie ma. Są rytuały przychodzenia do misek (jedzą jakby mniej) i przychodzenia wieczorem do łóżek. Jednak w ciągu dnia kotów nie ma. Czasami przemkną między meblami. Nie ma wchodzenia na stół i sprawdzania – co tam jesz? Nie ma oglądania ptaszków za oknem. Drapaki stoją puste. Czasami obwąchują jedynie ulubione obszary Tudiego, ale nie zajmują ich. Żałoba trwa.
Re: Kocia żałoba
: 10 sty 2026, 22:59
autor: elwiska3
Mieli się okazję pożegnać
Re: Kocia żałoba
: 12 sty 2026, 10:57
autor: Moni_Q
Matko, jakie to smutne. Ale to, że mogli się pożegnać na pewno jest wartością samą w sobie
Teraz pewnie chwilę im zajmie poukładanie sobie wszystkiego na nowo. Widzę po Kalisce, że to prędzej czy później nastąpi.
Nam zawsze będzie smutno na samą myśl, a koty jakoś przejdą dalej....